Styl Życia

Koncert Queen B & Urodziny Pepper’a!

Poniedziałek zaczał się długim biegiem, jak narazie najdłuższy w mojej karierze. 15,5 km z rana i biegło się świetnie! Szczerze mówiac trochę się bałam tego biegu, z dwóch powodów: 1. był to najdłuższy bieg, jak do tej pory; 2. ostatnio moje biegu były ciężkie i słabe. Jak wiecie (jeśli obserwujecie mnie na Instargramie i czytacie mojego bloga) mam 3 biegi, które zbliżaja się wielkimi krokami. Surfer’s Path bieg na 16km, półmaraton w San Francisco i kolejny półmaraton w Zion. Byłam mega szczęśliwa, że udowodniłam sobie, że mogę!

A po biegu czas na smoothie!

Lunch był 100% na surowo – sałatka z buraka i zupa marchwiowo – imbirowo – przepis wkrótce!

Popołudnie spędziliśmy nad basenem. Jan pływał, a ja leżałam do góry brzuchem czytałam 😉

Kolejny dzień = kolejne smoothie!

Ten tydzień był trochę leniwy i relaksujacy. W końcu udało mi się znaleźć czas na pedicure i przytulasy z moimi ulubionymi chłopakami!

Pepper skończył dwa lata! Widzicie różnice 😉

Czas się ruszyć! Odkad zaczęliśmy grać w tenisa (w zeszłym tygodniu ;)) wieczoru lubimy spędzać na korcie. Chyba nadszedł czas na profesjonalne zajęcia!

W czwartek miałam zaplanowany kolejny długi bieg.. niezbyt madry pomysł. Chciałam nadrobić zaległosci z zeszłego tygodnia. Zaplanowałam 16km, ale udało mi się przebiec tylko (a może aż) 13km, zanim zaczęłam odczuwać ból kolana. Do domu wróciłam idac, nie chciałam się narażać na kontuzję.

Nie wierzę, że to powiem – polubiłam pływanie.. Kiedyś naprawdę nie cierpiałam pływać, do wody wchodziłam tylko, gdy było mi za goraco. Odkad wzięłam kilka lekcji pływania i popracowałam nad technika, naprawdę polubiłam pływanie.

Ostatnio albo biegam, albo pływam, albo gram w tenisa. Nie mam nic zaplanowanego, robię to na co mam akurat ochotę. Jedyna aktywność, jaka planuje to długie biegi. Nie planuje, już krótkich biegów. Biegam, jak mnie najdzie ochota. Czuję się ostatnio wypalona ciagłym planowanie i trzymaniem się harmonogramu. Postanowiłam, że półmaraton w Zion zamknie sezon biegowy. Nie oznacza to, że przestane biegać całkowicie, oznacza to przerwę od wyścigów (taki jest przynajmniej plan ;)).

Weekend zaczał się zakupami – nowe Kindle! – i tenisem, zdecydownie nie był to mój dzień, jeśli chodzi o grę.

Ale zapomnijcie o tym! W ten weekend liczyła się tylko jedna rzecz – koncert Beyonce!

Kupiłam bilety już kilka miesięcy temu i nie mogłam się doczekać koncertu. Beyonce oczywiście nie zawiodła i koncert był naprawdę świetny!

Niedziela była dniem wolnym.. od wszystkiego. Dzień spędziłam na podróżach z łożka na kanapę 😉 w dresach, z kubkiem herbaty i nowa koszulka 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *