Styl Życia

Nie jadłam przez tydzień!

Trochę już minęło, odkąd skończyłam post na sokach i wiele się wydarzyło od tego czasu.

Ale zacznijmy od początku. O co chodzi i dlaczego się w ogóle zdecydowałam na taki post.

Post na sokach jest forma poszczenia i oczyszczania organizmu, podczas którego pijemy tylko soki. W ten sposób dajemy cialu szanse na regernacje i uzdrowienie. W związku z tym, że nie przyjmujemy żadnych pokarmów stałych (soki pozbawione są tez błonnika), nie wrzucamy do żołądka i jelit żadnego pokarmu, nasze ciało może skupić się na tym, co już siedzi w środku.

Od jakiegoś już czasu krążę wokół surowego jedzenia. Nawet probowałam przejść na surowe, po części mi się udawało, ale nigdy nie na dłuższą metę. Zaprzestanie spożywania gotowanego jedzenia jest mega ciężkie!

Wiedziałam, że nie jest to cos dla mnie, a przynajmniej nie w tym momencie.

Dużo słyszałam o postach na sokach i pomyślałam, że fajnie byłoby samej spróbować, jak to działa. Nie mam jakiś ciężki chorób do zwalczenia, ale wiadomo, zawsze cos się znajdzie, co może zmienić lub wyleczyć.

Przygotowania do detoksu zaczęłam od małych zmian w diecie. Sam detoks zaczęłam miesiąc później. W planie było 10 dni na sokach, ale ze względu na mój wyjazd na wakacje zaraz po musiałam skrócić do 7 dni. Wtedy nie rozumiałam, że moje ciało będzie potrzebowało czasu, żeby powrócić do ‘normalnego’ jedzenia. Ani tego, ze symptomu detoksu mogą pojawiać się nawet po zakończeniu sokowania. Myślałam, ze 7 dni popije soki, 2 dni pojem owoce i koniec, można wracać do fryteczek. Teraz, mają cały obraz, widze, że jest to trochę bardziej skomplikowane.

Soki, które ja piłam, były sokami owocowymi, zazwyczaj jedno składnikowe, maksymalnie dwa różne owoce. Im prostszy sok, tym lepiej. Szczególnie smakował mi sok z jabłka, ananasa i jasnych winogron! Każdy sok to około 250ml (na początku byłam przerażona, że tak mało będę pic), mogłam dodać wodę, jeśli chciałam mieć trochę więcej płynu lub sok był dla mnie za słodki.

Dodatkowo piłam herbatkę ziołową, brałam zioła i jadłam plazmę pudding-miksturę babki jajowatej, glinki bentonitowej i węgla aktywnego. Do plazmy mogłam dodać sok winogronowy, żeby smakowała trochę lepiej.

Przez caly proces nie przechodzilam sama, bylo ze mna 20 innych ludzi (wlacznie z moja Mama, ktora udalo mi sie namowic!). Wszyscy bylismy pod okiem specjalistki od detoksu.

Przygotowania

Przygotowania zaczęły się już na miesiąc przed sokowaniem. Pierwszym krokiem była zmiana diety. Moja rekomendowana dieta była dieta surowa wegańska z przewaga owoców. Dodatkowo 12-16h suchej głodówki, szczotkowanie ciała na sucho, joga, medytacja.
W zależności od tego, jak wasza dieta wygląda przed możliwe, jest odczuwanie symptomów detoksu już podczas tej fazy. Sama żadnych symptomów nie odczulam, ale nie trzymałam się diety tak jak powinnam..
Dietę zaczęłam trzymać dopiero na tydzień przed sokowaniem. I co ciekawe, na kilka dni przed straciłam całkowicie apetyt. Jak już naszedł mnie głód, to chciało mi się owoców. Potrafiłam przez cały dzień wypić tylko dwa smoothie. Bardzo mnie to pocieszyło, bo szczerze mówiąc bala się tego, czy będę w stanie wytrzymać 7 dni bez jedzenia.

Sokowanie

W dzień rozpoczęcia detoksu miałam wszystko przygotowane, owoce na soki, składniki na plazmę i wszystkie nalewki.
Dzień zaczynałam od herbatki z nalewkami.

Godzinę po herbatce piłam swój pierwszy sok.

Około południa jadłam pierwsza plazmę pudding.

2 godziny późnej piłam kolejny sok i jadłam kolejną plazmę, Około godziny 18 piłam ostatni sok i herbatkę z nalewkami.

Po herbatce zaczynałam swój mały rytuał. Stwarzałam przytulna i relaksująca atmosferę w łazience. Zaczynałam od lewatywy, później kąpiel, szczotkowanie na sucho. Na koniec okład z oleju rycynowego na nerki (lub wątrobę) i byłam gotowa zakończyć dzień. Trzymanie tego rytuału bardzo pomogło mi w trzymaniu się protokołu.

Początki były, dużo łatwiejsze niż myślałam, że beda. Nie odczuwałam w ogóle głodu! Czułam się naprawdę pełna i mimo tego, ze słyszałam czasem rewolucje w żołądku, nie odczuwałam głodu.

Plazmę pudding mieszałam z sokiem z winogron i smakowała naprawdę dobrze! (przynajmniej na początku…)

Około dnia 3-4 zaczęło robić się trochę ciężej. Zaczęłam odczuwać pierwsze symptomy detoksu, nie fizycznego, ale emocjalnego. Podczas jednego poranka przeszłam przez huśtawkę emocjonalną. Obudziłam się z ogromny uczuciem strachu, po czym tańcząc i śpiewająco przygotowałam pierwszy sok, żeby później się popłakać, bo mój mąż był dla mnie ‘niemiły’.
Uczucie strachu towarzyszyło mi przez kolejne kilka dni. Budziłam się w środku nocy z zaciśniętym żołądkiem i łomoczącym sercem. Pomogło mi bardzo opukiwanie (naprawdę działa) i wąchanie olejku z lawendy.

Podczas detoksu nie powinno się brać żadnych lekarstw, z symptomami trzeba sobie radzić w naturalny sposób. Nie miałam zbyt wielu fizycznych symptomów poza bólem głowy i śluzem w gardle (który swoja droga czuje teraz za każdym razem, jak zjem jakieś świństwo. Nie wiem, czy wcześniej go nie miałam, czy go po prostu ignorowałam). Aby pozbyć się bólu głowy brałam gorące kąpiele, słuchałam relaksującej muzyki, wąchałam olejek z lawendy, smarowałam skronie olejkiem miętowym i robiłam lewatywy.

Cały proces była dla mnie bardzo ciężki emocjonalnie. Nie odczuwałam fizycznego głodu, tylko ten w mojej głowie… Cale szczęście nie byłam w tym wszystkim sama. Codziennie rozmawiałam z moja grupa, wymienialiśmy się doświadczeniami i motywowaliśmy się nawzajem.

Jedyne symptomy fizyczne, jakie odczulam (a właściwie widziałam) to pasożyty, które opuszczały moje ciało. Pierwsze okazy zobaczyłam już 3 dnia. Wszystko dzięki diecie i nalewkom!

Myślałam, że największym problem będzie dla mnie lewatywa, ale myliłam się. Największym problem okazała się plazma. Problem zaczął się już 4go dnia. Nie byłam w stanie jej przełknąć, rosła mi w ustach. Probowałam robić ja płynna i pic, ale wcale to nie polepszało sprawy. Sok winogronowy, z którym rozrabiałam plazmę, zaczął okropnie smakować i pachnieć! Zacząłem mieszać ja z woda, ale nie zmieniło to zbyt wiele. Nie będę używać plazmy przy następnym sokowaniu, znalazłam już zamiennik. Nie chce, żeby zamieniła ona cały proces na niemożliwy do przejścia. Bo można naprawdę się tym procesem cieszyć, widząc, jak oczyszcza się wasze ciało i umysł.

Po

Po zakończeniu sokowania dostałam kolejny protokół jak wyjść z postu. Powiedziano mi, że jest to znaczenie ciezsza faza niż faza sokowania i pamiętam, ze pomyślałam sobie: chyba żartujesz? W końcu mogę jeść jak to może był trudniejsze od niejedzenia?! A więc może. Wyjście jest znacznie cięższe!

Jak tylko zaczęłam jeść, moja głową zaczęła szaleć! Czego to ja bym nie zjadła.
Pierwsze dwa dni powinny być tylko na owocach-sok, zblendowany owoc, owoc w całości. W trzecim dniu można było dodać sałatkę warzywna i w piątym dniu można było włączyć gotowane warzywa lub zupę. Gotowane chodziło za mną już od 2 dnia. 4 dni zjadłam już słodkiego ziemniaka.
Najcięższa bitwa to nie rzucić się na jedzenie, jakie mamy dostępne w domu.

Jestem niezmiernie szczęśliwa, ze udało mi się pozbyć jednego z moich największych uzależnień – czipsów! Kochałam czipsy. Mogłam zjeść cala paczkę Lays’ow (dużą paczkę) leżąc na kanapie, oglądając telewizje. Za każdym razem, gdy rozwalała mnie choroba, byłam smutna, źle się czułam sięgałam po paczkę czipsów. Były one dla mnie tak zwanym comfort food. I naprawdę było mi ciężko powiedzieć nie.

Kolejna rzeczą, która się zmieniła jest nadmierne branie leków przeciwbólowych. Za każdym razem, gdy cos mnie boli staram się najpierw poszukać i spróbować naturalnej metody, zanim sięgnę po tabletkę.

Nie zrobiłam długiej listy rzeczy, które chciałabym zmienić. Chciałam skupić się na kilku i naprawdę nad nimi popracować.

Jestem ogromnie szczęśliwa, ze zdecydowałam się przejść przez ten detoks. Wiem, że mogłam zrobić to lepiej, wiele się nauczyłam i wyniosłam z tego procesu. Planuje kolejny! Tym razem dokładniej i dłużej. Kolejny post planuje zrobić latem i tym razem sama. Mam wszystkie narzędzia, których potrzebuje i wiem, że dam rade przejść przez to sama. Mam nadzieje skupić się bardziej na przygotowaniu i potraktować je serio tym razem, a także może zostać trochę dłużej na surowym jedzeniu po zakończeniu postu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *