O mnie

Cześć!

Cieszę się, że odwiedziłaś(eś) The Blissful Plate, poniżej znajdziesz krótka historię tego skad się tu wzięłam i co tu robię.
Urodziłam się w małej miejscowości w Polsce i spędziłam tam większość swojego życia. Zawsze czułam pociag do podróży i chęć zobaczenia świata. Dlatego pewnego dnia, całkiem spontanicznie, obwieściłam wszem i wobec, że wyluje za daleki ocean. I tak też się stało, kilka miesięcy później wyladowałam w Nowym Jorku – jednym z największy miast na świecie! Rok minał mi niesamowicie szybko, wiedziałam że zbliża się czas powrotu do domu, ale zdecydownie nie byłam na to gotowa. Postanowiłam zostać kolejny rok i tym razem polecieć na podbój słonecznej Kalifornii!

Poszczęściło mi się i znalalazłam tutaj miłość swojego życia! Jana poznałam w San Francisco podczas najmagiczniejszej pory w roku – Świat Bożegonarodzenia! No prawie 😉 Przebrani za mikołajów przegapiliśmy ostatni pociag do domu i tak zaczęła się nasza historia.

5 lat później, jesteśmy mężem i żona z dwoma kotami, mieszkajacymi w sercu Doliny Krzemowej.

Charlie i Pepper to nasze dwa zwariowane koty. Pepper jest brytyjskim krótkowłosym i jest z nami od Grudnia 2017. Charlie jest kotem z adopcji i jest z nami do Marca 2018. Charliego adoptowaliśmy całkiem przez przypadek. Poszliśmy do Petsmart (sklep z jedzeniem i produktami dla zwierzat, sprzedaja także małe zwierzaki i maja centrum adopcji dla kotów) i wróciliśmy z kotem 😉

Charlie i Pepper sa całkowitym przeciwieństem. Pepper jest strachliwy i nie lubi ludzi, których nie zna. Każda wizyta znajomych kończy się godzinami spędzonymi pod łóżkiem. Charlie znowu strasznie dużo gada (zagada cię na śmierć) i wymaga ciagłego drapania, lubi być blisko (im bliżej tym lepiej, o widzę miejsce na twojej twarzy, to prześpię się tutaj – tak blisko..).

The Blissful Plate powstał z chęci dzielenia się moja pasja do tworzenia i gotowania zdrowych, roślinnych posiłków, podróży, odżywania, dzielnia się moim codziennym życiem i tym co kocham!

To właśnie od tego momentu zaczęłam odkrywać nowe smaki i pasję do gotowania.
Wszystko sprowadza się do tego, aby słuchać swego ciała. Ono ci powie czego potrzebuje i kiedy. Kiedy potrzebuje jedzenia, a kiedy ma już dość. Proste prawda? Niby proste, ale wszyscy wiemy, że wcale tak nie jest. Powodem jest to, że często zamiast ciała, słuchamy głosów w naszej głowie przekonujacych nas żeby zjeść kolejny kawałk ciasta, paczkę chipsów, kolejny kawałek pizzy itd. Znasz ten głos?
Zwalczenie tego głosu może nie być łatwe i szybkie, ale jest możliwe. Wyamga pracy i czasu, a w zamian dostajesz coś najcenniejszego – WOLNOŚĆ. Wolność od ciagłych diet, liczenia kalorii, ważenia każdego grama jedznia, wyrzutów sumienia. Warto?

Po przejściu na dietę roślinna zaczęłam eksperymentować z surowym (witariańskim) sposobem odżywania. I muszę przyznać im bardziej draże temat i próbuje na sobie, tym bardziej jestem zafascynowana. Nadal poszukuje odpowiedniej ścieżki (jest ich naprawdę wiele) dla siebie. Wymaga to czasu i CIERPLIWOŚCI, coś co działa dla Zosi może nie działać dla Kasi. Każdy z nas jest w innym miejscu i ma inne cele. Ważne jest aby być ich świadomym i nie poddawać się w drodze do ich osiagnięcia.

To co wiem:
– daj sobie spokój z białkowa obsesja, wcale nie potzrebujesz go tak wiele
– nie potrzebujsz jeść produktów zwierzęcych, aby prawidłowo odżywić swoje ciało
– mleko wcale nie sprawia, że masz mocne kości
– najlepszym sposobem, aby rozpoczać dzień jest sok lub smmothie (świtenie nawadnia po całej nocy)
– jeśli zamienisz przetworzeone jedzenie na zdrowe i świeże poczujesz przypływ energii i szczęścia, poczujesz pokój z samym soba!


 

‘Zamknij oczy, a teraz otworz je. To co zobaczysz to miłość pochodząca z drzew, miłość pochodząca z nieba, miłość pochodząca ze światła. Doświadczysz miłości pochodzącej ze wszystkiego co cię otacza. Jest to stan błogości’


 

P.