Bieganie,  Styl Życia

Półmaraton w San Francisco

Nareszcie mi się udało — przebiegłam swój pierwszy półmaraton!

Od tego wydarzenia minęło już trochę czas, ponad 4 miesiące. Nie wiem, czemu wcześniej się nie zebrałam, żeby o tym napisać i podzielić się z wami moimi doświadczeniami. Nie jest za późno!

Zacznijmy od początku.

Zanim się zdecydowałam zapisać się na ten bieg, już trochę myślałam nad przebiegnięciem półmaratonu. Zwyczajnie się bałam. Że nie dam rady, że padnę pod meta i jak w ogóle dam radę tyle przebiec?!

Szczerze mówiąc, nie pamiętam momentu, w którym się zdecydowałam, że się zapisuję i biegnę.

Pierwsze miesiące treningów były świetne. Czułam się zmotywowana i treningi naprawdę sprawiały mi przyjemność. Im bliżej biegu, tym mniej mi się chciało i tym gorzej było mi się zmotywować. Wyjście na bieganie była jak tortura i nie mogłam się doczekać, aż to wszystko się skończy.

Czułam ogromne wyrzuty sumienia, bo wiedziałam, że powinnam trenować, ale nie potrafiłam się zmotywować. Opuszczałam treningi i nie dawałam z siebie wszystkiego.

Fakt, o którym dowiedziałam się po zakupie biegu, że bieg muszę ukończyć w 3 godziny, strasznie mnie zestresował. Zaczęły się myśli, że nie dam rady, że jest to po prostu niemożliwe. W tamtym momencie moim najdłuższym dystansem było pewnie około 12km, nigdy wcześniej nie przebiegłam 20km! Nie wiedziałam, ile mi to zajmie, mój prognozowany czas opierałam na krótszych dystansach i byłam przekonana, że na pewno przy dłuższym dystansie pobiegnę wolniej.

Po tygodniach w stresie postanawiałam napisać do organizatorów biegu i zapytać jak sprawa wygląda. Powiedzieli mi, że po 3 godzinach otwierają ulice i jeśli będę blisko mety, to mogę spokojnie skończyć, natomiast jeśli będę daleko od mety, to będą musieli mnie podrzucić bliżej, ale metę przebiegnę sama. Co za ulga!

Mimo tego, że mieszkamy całkiem blisko San Francisco, zdecydowaliśmy się pojechać już dzień wcześniej i spędzić tam noc.

Oczywiście w nocy nie mogłam spać. Tej samej nocy przestawialiśmy czas i strasznie się stresowałam, że mój telefon nie ogarnie. Obudziłam się nad ranem, sprawdziłam godzinę, porównałam z czasem u nas, który wygooglowałam i wtedy jakoś zasnęłam 😉

W dzień biegu strasznie się denerwowałam. Całe szczęście, że nie brakowało TOITOI, bo musiałam latać siku co 5 minut!

Znalazłam swojego pacera i czekałam aż się zacznie.

Muszę przyznać, że bieg był piękny, atmosfera, widoki, ludzie, wszystko było idealnie. Czułam ogromne szczęście! Biegłam z uśmiechem na twarzy (przynajmniej na początku).

Obawiałam się, że trasa będzie bardzo wzgórzysta, ale nie było tak źle. Kilka górek, ale nic czemu nie dałabym rady. Pierwsza połowa byłam całkiem łatwa i przyjemna. Droga powrotna już nie była taka fajna. Przez pierwszą połowę biegłam dość sporo przed moim pacerem, w drugiej połowie mnie dogoniła. Na początku walczyłam i trochę się bawiłyśmy w kotka i myszkę, ale niestety się poddałam. Ostatnie 5-6 km były najgorsze. Okropna walka samej ze sobą.

Pamiętam ostatni kilometr, wyskoczyłam zza zakrętu i moim oczom okazała się górka, powiedziałam na głos do siebie: “are you fucking kidding me?”. Teraz gdy o tym myślę to całkiem śmieszna sytuacja, ale wtedy nie było mi do śmiechu.

Całe szczęście ostatnie metry były z górki i samą metę przebiegłam sprintem z dźwiękiem “Happy” w słuchawkach.

Po przekroczeniu mety czułam się strasznie zdezorientowana. Miałam zatkane uszy, nic nie słyszałam. Dostałam medal, mój maż mnie przytulać i gratulować. Przez pierwsze sekundy w ogóle do mnie nie dotarło, że udało mi się, ZROBIŁAM TO!

Czułam ogrom szczęścia, ulgę i dumę.

Darmowe piwko 😉

Zamówiliśmy nasze ulubione hinduskie jedzenie i resztę dnia spędziliśmy relaksując się.

Oczywiście zaraz po poczułam taki ogrom szczęścia, że chciałam się od razu zapisać na następny!

Największą lekcję, jaka wyniosłam z tego całego wydarzenia jest to, żeby wyluzować. Nie martwić się, że będę najwolniejsza, że będę musiała trochę iść. Nie ma to znaczenia. Jedyne co się liczy to, żeby dobrze się bawić i czerpać z tego przyjemność.

Trzymajcie kciuki za mnie na kolejnych biegach!

💌 P.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *